Wywiad z Ewą Tyralik-Kulpą, autorką książek, trenerką umiejętności psychospołecznych

Przeprowadziła: Blanka Łyszkowska

BŁ: Czy Ewka zawsze była empatyczna, czy w jakimś momencie życia musiała się dopiero nauczyć empatii? Inaczej ujmując pytanie: jak i dlaczego w twoim życiu pojawiła się empatia i Porozumienie bez Przemocy?

ETK: Trochę była, a trochę nie była. Kiedy odeszłam z korporacji i po jakimś czasie dawni znajomi zaczęli zauważać, że prowadzę warsztaty z empatycznej komunikacji, słyszałam od wielu z nich, że pasuję im do tego zawodu; że przychodzili kiedyś do mnie w pracy pogadać i czuli się lepiej, jak po wizycie u psychologa. Więc wyobrażam sobie, że miałam jakiś rodzaj „daru”.

Kiedy trafiłam do szkoły Trenerów Komunikacji Opartej na Empatii, poczułam się jak w domu. Porozumienie bez Przemocy, którego się uczyłam, było dla mnie trudne w formie, która trochę na początku uwierała, ale ducha złapałam od razu. Być może również dlatego, że jak mówi twórca metody, Marshall Rosenberg, jest to język serca, z którym po prostu straciliśmy kontakt… Wielkim odkryciem było dla mnie zrozumienie, co tak naprawdę oznacza empatia, a zwłaszcza empatia dla samej siebie.

Natomiast gdy byłam dzieckiem, byłam empatyczna w potocznym tego słowa znaczeniu – byłam ciepła i miła, przejmowałam się uczuciami innych osób, bardzo brałam je do siebie. I długo to trwało! Ucząc się empatii w rozumieniu Porozumienia bez Przemocy, miałam się czego oduczać i z pozbywaniem się tej opacznie rozumianej empatii było mi najtrudniej.

Jako trenerka umiejętności psychospołecznych, pracująca dla Szkoły Komunikacji Opartej Na Empatii, jesteś profesjonalistką w zakresie dogadywania się ludzi między sobą. Jako jedna z założycielek Dojrzewalni Róż i wieloletnia współorganizatorka największego festiwalu rozwojowego dla kobiet, PROGRESSteronu, jesteś też, w pewnym sensie, specjalistką od kobiet. Powiedz, jak to w końcu jest z kompetencjami komunikacyjnymi kobiet: z jednej strony mówi się, że kobiety są naturalnie bardziej empatyczne i lepiej rozumieją innych, a z drugiej, że nie da się z nimi dogadać, bo wyolbrzymiają, histeryzują, a w dodatku manipulują. Czy jest tu sprzeczność? A może to tylko stereotypy?

To jest trochę tak, że każde z tych stwierdzeń może być i prawdą, i nieprawdą, i o to o każdej z nas. I o każdym z nas. To, co widzę, to fakt, że kobiet jest więcej niż mężczyzn na warsztatach rozwojowych, także tych z komunikacji. Daleka jestem jednak od oceniania kompetencji komunikacyjnych płci, gdyż to wypadkowa wielu czynników – nasze mózgi są inaczej zbudowane, mamy różne doświadczenia z dzieciństwa, różne osoby były dla nas wzorami, dziedziczymy różne traumy i wzorce zachowań, a więc różnie się zachowujemy, w komunikacji także. Jednak kiedy poznajemy Porozumienie bez Przemocy, nie mam wrażenia, że nagle kobietom jest łatwiej, a mężczyznom trudniej czy odwrotnie.

Co najbardziej przyczynia się do tego, że kobietom i mężczyznom trudno się dogadać?

Brak zaufania i rany, nie tylko te nasze, ale i te dziedziczone – w domu i kulturowo. I taki zwykły, ludzki brak wiedzy na temat mechanizmów rządzących komunikacją. W zasadzie nikt nas tego nigdy nie uczył. Mówimy, jak do nas mówiono albo staramy się inaczej, bo pamiętamy, jak nas niektóre słowa bolały. Tymczasem znajomość kilku prostych zasad komunikacji bardzo by nam ułatwiła zadanie. Kiedy pisałam „Ewkę”, przyświecało mi marzenie, żeby tych kilka prostych zasad stało się jak najszerzej znanych.

Wiele atramentu wylano na poradniki relacji damsko-męskich, artykuły i inne pomoce, a jednak ciągle ten obszar jawi się jako niepodbity ląd. Wszyscy szukają jakiejś prostej metody, wytrychu. Czy twoim zdaniem takowy istnieje? A jeśli nie wytrych, to co?

Im dłużej zajmuję się tematem komunikacji między ludźmi, tym większą mam pewność, że jest ona pochodną komunikacji, która dzieje się w naszej głowie. Jak do siebie mówię? Jaką historię o świecie sobie opowiadam – czy jest on dla mnie bezpiecznym miejscem, czy wprost przeciwnie, dżunglą, w której trzeba przetrwać albo wojną, w której ciągle muszę walczyć i się bronić? Jestem absolutnie pewna, że gdy zaczynamy słuchać naszych wewnętrznych monologów, zaczynamy rozumieć, że wiele nieporozumień to kwestia naszych wyobrażeń i nieweryfikowania ich.

Wyobraź sobie, że przychodzi do ciebie para ludzi i mówi: „Niby się kochamy i zależy nam na sobie wzajemnie, ale od dłuższego czasu każda poważniejsza rozmowa kończy się kłótnią. Mamy wrażenie, że mówimy zupełnie różnymi językami. Kompletnie nie udaje się nam porozumieć”. O co ich zapytasz, co im doradzisz?

Polecę im książkę „5 języków miłości” Gary’ego Chapmana. Porozmawiamy też o tym, o co się kłócą. Zwykle ludzie kłócą się dlatego, że są dosyć przywiązani do swojego pomysłu w danej sprawie. A może się okazać, że ten pomysł to tylko jeden z możliwych sposobów na jej rozwiązanie. Tylko aby móc to zobaczyć, trzeba odkryć, o co chodzi w tej sprawie – co jest pod spodem. Co jest dla nas tak ważne, że aż chcemy się o to kłócić? O jaką wartość, czy też, mówiąc językiem PbP, potrzebę, chodzi?

Fot. Magdalena Trebert

Niektórzy, w tym ja sama, sięgają po Porozumienie bez Przemocy w sytuacjach kryzysowych: kiedy kompletnie nie radzę sobie z dorastającym dzieckiem albo kiedy sypie się związek. Wtedy bywa kołem ratunkowym. Często zetknięcie się z tą ideą daje głębsze zrozumienie siebie, innych ludzi, relacji.

Dla mnie teraz PbP to coś więcej niż metoda komunikacji. To raczej filozofia, sposób patrzenia na siebie i innych. I rzeczywiście dało mi głębsze zrozumienie, samoświadomość, a także skuteczne narzędzia do rozmawiania – ze sobą i z innymi.

Czasem można usłyszeć, że styl komunikacji bez przemocy jest trudny do zastosowania w życiu codziennym, że jest nienaturalny, a także często niemożliwy emocjonalnie, jakby należał do jakiegoś idealnego, nieistniejącego świata. Co odpowiadasz na takie uwagi?

W dużej mierze to prawda. Bo jesteśmy przyzwyczajeni do czegoś zupełnie innego! Kiedy na początku stosowałam PbP w rozmowach z mężem, mówił do mnie, żebym przestała używać języka amerykańskich sprzedawców. A moja starsza córka prosiła, żebym „tak” nie mówiła do niej w szkole. Musiało minąć trochę czasu – potrzebowałam otrzaskać się z formą, mniej zwracać na nią uwagę, a bardziej zaufać intencji PbP. Teraz już nie proszą, by inaczej z nimi rozmawiać. Myślę też, że rzeczywiście ten język należy do innego świata, ale dlaczego ten świat nie mógłby się stać naszym? Dla mnie wielkim odkryciem było to, że największe piekło emocjonalne robiłam sobie sama. Kiedy zaczęłam wykorzystywać PbP do dogadywania się ze sobą samą, nabierałam coraz więcej zaufania do niego, bo widziałam, że to na mnie samą działa.

Edukacja, szkoła coraz bardziej zaczyna pochylać się nad relacjami, stresem, napięciami i przemocą w swoim środowisku. Nie sposób nie odnieść się do ostatniej tragedii w gimnazjum w Wawrze. Wszyscy biją na alarm, że przemoc w szkole wymyka się spod kontroli. Wiem, że jest ci ten temat bliski. Jakie są twoim zdaniem główne przyczyny tego stanu rzeczy?

Przyczyny to temat-rzeka. Presja, brak czasu, brak kontaktu, brak relacji, wpadnięcie po uszy w świat wirtualny, samotność, lęk, brak oparcia… Dla mnie na ten moment ważniejsza jest nadzieja, że można inaczej. Nadzieja poparta doświadczeniami, choćby ostatnimi – przy okazji działania z ramienia Szkoły Trenerów Komunikacji Opartej na Empatii poznałam nauczycielkę matematyki w liceum, Annę Szulc, autorkę książki „Nowa szkoła”, która pracuje z młodzieżą, wykorzystując empatię do budowania z nimi relacji. I wyniki jej pracy rzucają na kolana. Znam też, jako rodzic, sposób funkcjonowania szkoły moich dzieci – również w dużej mierze stawiającej na kontakt – i też przemocy nie ma…

Jakie widzisz rozwiązania, krótko i długodystansowe, żeby uzdrowić polską szkołę z przemocy?

Na ten moment trudno mi uwierzyć w odgórną chęć zmian, pomimo reform. Widzę za to siłę ruchów oddolnych – parafrazując podtytuł wspomnianej książki Ani Szulc, zmianę edukacji warto zacząć przy tablicy. Podziwiam ruch Budzącej się Szkoły, doceniam pomysły wielu dyrektorów różnych placówek, np. pana Jarosława Pytlaka (dyrektora szkoły, autora bloga Wokół Szkoły), szanuję działania wielu nauczycieli, którzy otwarcie dzielą się swoimi pomysłami. Myślę, że mamy też swoją lekcję do odrobienia jako rodzice – ilu z nas, z lęku o przyszłość dzieci, wywiera na nich presję?

Nie sposób też pominąć sferę polityki. Jak mało gdzie, w tym środowisku ze świecą można szukać najmniejszych objawów komunikacji empatycznej, ale popuśćmy wodze fantazji. Czy możesz sobie wyobrazić, jak mogłoby wyglądać szkolenie z Porozumienia bez Przemocy dla polityków? W jednaj sali przedstawiciele rządzącej partii i opozycji… Miałabyś pomysł, o czym i jak można by z nimi porozmawiać, czego i jak ich nauczyć?

Chciałabym mieć możliwość przeprowadzenia z nimi ćwiczeń ze słuchania. I ciekawa bym była, co by się zmieniło…

Jesteś nie tylko trenerką PbP, prowadzisz także, razem z Izą Kaźmierczak, serwis i program wsparcia dla kobiet „Jestem bogata”, współtworzysz Szkołę Komunikacji Opartej na Empatii, piszesz książki… Jakie masz plany na najbliższe miesiące i lata?

Iść dalej drogą, którą idę i cieszyć się nią. Prowadzić zajęcia ze studentami – właśnie skończyłam warsztatowe zajęcia dla studentów pedagogiki na UW, a w październiku zaczynam zajęcia na studiach podyplomowych z Komunikacji opartej na Empatii w biznesie na SWPS. Zapraszać na otwarte warsztaty jak najwięcej osób. Zachęcać je do uwierzenia, że warto rozwijać swoje kompetencje „miękkie”, które według mnie wcale nie są miękkie, tylko konieczne, żeby ten świat przetrwał, a my razem z nim. Skończyć książkę o dogadywaniu się z pieniędzmi. Zrobić kolejną konferencję dla nauczycieli… To taki plan na dwa lata.

Powodzenia! Dziękuję za rozmowę.

fot. Magdalena Trebert

Ewa Tyralik-Kulpa, rekomendowana przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne trenerka umiejętności psychospołecznych.

Komunikacja chodziła za nią od zawsze. Wtedy, gdy wprowadzała na rynek magazyn „Gala”. Wtedy, gdy prowadziła agencję PR. Wtedy, gdy dołączyła do zespołu Dojrzewalni Róż i zarządzała Rozwojowym Festiwalem dla Kobiet Progressteron. I dawno, dawno temu, gdy jako ośmiolatka siadywała na kamiennym, szkolnym parapecie i czytała na głos grupce koleżanek „To i owo”, odręcznie pisaną gazetkę, w której rozkładała na czynniki pierwsze charaktery nauczycieli i szkolne romanse.

Ma za sobą sporo ponad 1000 godzin szkoleń i pracy z ludźmi (zarówno dla korporacji, jak i małych i średnich przedsiębiorstw oraz osób prywatnych). Prowadzi zajęcia ze studentami UW, jest wykładowczynią na studiach podyplomowych w SPWS. W Szkole Trenerów Empatii wprowadza ludzi w świat Porozumienia bez Przemocy oraz uczy trenerskich narzędzi.

Napisała lekki poradnik o komunikacji „Ewka, co cię ugryzło? Jak się zrozumieć i porozumieć”. Jest też współautorką edukacyjnego projektu dla kobiet Jestem Bogata.

Znajdziesz ją w projektach:
Dojrzewalnia Liderek
Szkoła Trenerów Empatii
Jestem Bogata