Patrzenie na ludzi przez pryzmat potrzeb zmienia nas i zmienia świat

Joanna Berendt, Magda Stankiewicz

 

Co by się stało, gdybyśmy nauczyli się patrzeć na świat i zachowania ludzi przez pryzmat potrzeb? Mali i duzi, mieszkający blisko nas i bardzo daleko, podobni do nas i zupełnie od nas odmienni – wszyscy ludzie mają potrzeby, które na różne sposoby starają się zaspokoić. Co ważne, te potrzeby są uniwersalne, są więc czymś, co nas wszystkich łączy. Nie zawsze jesteśmy ich świadomi, one są jednak wszechobecne i wpływają na to, co robimy i jakie podejmujemy decyzje.

Wyobraźmy sobie dorosłego, który krzyczy na dziecko, że znowu po sobie nie posprzątało. Jakie potrzeby próbuje wyrazić? Może prosi o zrozumienie i branie pod uwagę jego zdania? Strategii, jaką jest krzyk na dziecko, nie lubimy i wolimy jej unikać. Nie oceniajmy jednak teraz rodzica, lecz spójrzmy na to, co on w tej chwili odczuwa. Jest zdenerwowany, sfrustrowany, być może zmęczony. Wyraża swoje potrzeby w taki sposób, jaki jest w danym momencie dla niego dostępny. Nawet jeśli to sposób, który nie tylko nie zaspokaja tych potrzeb, które dochodzą do głosu, ale wręcz ich zaspokojenie utrudnia.

A teraz wyobraźmy sobie dziecko, które biegnie do dorosłego ze skargą: „On mnie uderzył, jest głupi!”. Jaka potrzeba stoi za tym działaniem? Może to próba zadbania o potrzebę bycia widzianym, może potrzeba bezpieczeństwa, równego traktowania lub przestrzegania zasad?

Gdy patrzymy na ludzi, ich słowa i działania przez pryzmat potrzeb, które za nimi stoją, zaczynamy zauważać inny świat – świat, w którym nie oceniamy innych, lecz staramy się dotrzeć do tego, co jest dla nich ważne na poziomie serca.

Photo by Edi Libedinsky on Unsplash

Marzy nam się świat, w którym dzieci od najmłodszych lat są uczone w domach i przedszkolach mówienia o potrzebach. O tym, co czują i co jest dla nich ważne, a nie tylko określania, jacy są inni i co zrobili źle. Marshall B. Rosenberg mówił, że granie w grę „kto ma rację” i „kto jest winny” oddala nas od siebie, utrudnia kontakt na poziomie serca i szukanie rozwiązania, które uwzględnia wszystkich. W świecie nastawionym na potrzeby i budowanie kontaktu nie szukamy sposobów na wygranie wymiany zdań, udowodnienie swojej racji. W takim świecie chcemy usłyszeć drugą osobę i jej potrzeby oraz pokazać swoje potrzeby, by poprzez dialog i wzajemne wysłuchanie wypracować rozwiązanie, które uwzględni potrzeby obu stron. Wtedy powstaje przestrzeń na zaufanie, szczerość i współtworzenie, a podążanie ścieżką budowania porozumienia staje się naturalne.

W trudnych emocjonalnie sytuacjach dużym wyzwaniem jest prawdziwe słuchanie drugiej strony. Zazwyczaj jesteśmy zbyt zajęci szykowaniem riposty i mentalnym teatrem, w którym role pierwszoplanowe grają oceny, etykiety, uogólnienia, powinności i interpretacje. Gdy jesteśmy rozczarowani tym, że ktoś nie wywiązał się z przysługi, którą nam obiecał, przechodzi nam przez głowę wiele myśli: „Zupełnie nie można na nim polegać!”, „Ja zawsze dotrzymuję ustaleń, a ona znowu nawaliła!”, „Jest albo leniwy, albo zupełnie mu na mnie nie zależy”… Łatwo jest się temu poddać i nawykowo pójść drogą ocen i interpretacji, szczególnie kiedy chodzi o osoby, z którymi na co dzień wspólnie tworzymy przestrzeń i dzielimy się obowiązkami, czy to w domu, czy w pracy.

Nie inaczej jest w przestrzeni szeroko rozumianej edukacji, w kontaktach pomiędzy rodzicami, nauczycielami, uczniami i dyrekcją. Nigdy nie będzie dość powtarzania, że w szkole ważna jest empatia, którą w Porozumieniu bez Przemocy rozumiemy jako bycie z drugim człowiekiem (albo z sobą) z uważnością, w pełnej skupienia obecności, tworzenie przestrzeni bezwarunkowej akceptacji, by za słowami czy działaniami dostrzec uczucia i uniwersalne ludzkie potrzeby.

Żyjemy w ciągłym biegu, codziennie podejmując nowe wyzwania, przyjmując coraz to nowe role. Pojawiają się nowe oczekiwania, którym musimy sprostać. W takich warunkach nie jest łatwo być rodzicem. Łączenie codziennych wyzwań w pracy zawodowej z chęcią jak najlepszego wspierania dzieci, zapewnienia im dobrego startu w przyszłość, jest trudne i pochłania dużo energii. Tak łatwo się pogubić, stracić kontakt ze sobą i poddać się nieustannemu poganianiu „trzeba”, „powinno się”, „muszę”. By móc wspierać młodych ludzi, dbać o nich, otaczać opieką, ciepłem, wyrozumiałością, my, dorośli, potrzebujemy najpierw zadbać o siebie. Dlatego zawsze podkreślamy rolę empatii – empatii dla siebie i empatii dla rodziców i nauczycieli.

Kiedy jesteśmy w kontakcie ze sobą, kiedy czujemy się bezpiecznie, mamy poczucie wpływu na swoje życie, łatwiej nam odejść od trybu walki i ucieczki na rzecz trybu budowania relacji i bycia w kontakcie z drugim człowiekiem. Bo drogą do budowania porozumienia z drugim człowiekiem jest zbudowanie porozumienia ze sobą. Wtedy dopiero jesteśmy gotowi otworzyć serce na drugą osobę i podejść do niej z empatią.

Marshall B. Rosenberg podczas swoich warsztatów z Porozumienia bez Przemocy podkreślał wagę budowania kontaktu ze sobą:

Pragnę, abyśmy tworzyli pokój na trzech poziomach i aby każdy z nas wiedział, jak to zrobić.

Pierwszy poziom to poziom osobisty, na którym wiemy, jak być „pokojowym” wobec samego siebie, kiedy jesteśmy niedoskonali, jak czerpać naukę ze swoich ograniczeń bez oskarżania i karania siebie. Jeśli nie potrafimy tego robić, nie jestem zbyt optymistyczny w kwestii naszego pokojowego budowania relacji w świecie.

Drugi to poziom międzyludzki. Praktyka Porozumienia bez Przemocy pokazuje ludziom, w jaki sposób stworzyć pokój w sobie, a jednocześnie jak budować z innymi takie relacje, które pozwalają na naturalne dawanie z otwartego serca.

Trzeci poziom to poziom społeczny. Sprawdzajmy, czy struktury, które stworzyliśmy, rządowe i inne, służą pokojowym relacjom, które budujemy między nami, a jeśli nie – transformujmy je.

W środowisku szkolnym wyzwań nie brakuje. W Porozumieniu bez Przemocy widzimy konflikty jako naturalny element życia. Dają nam okazję do budowania kontaktu. Nauczyciele potrzebują kompetencji i wiedzy na temat budowania porozumienia na poziomie potrzeb, jak również praktyki budowania kontaktu (w tym kontaktu ze sobą) w trudnych emocjonalnie sytuacjach, bo wtedy sytuacja po sytuacji mogą w szkole, zarówno w relacjach z dziećmi, jak i dorosłymi, budować empatyczną przestrzeń.

Jak by to mogło wyglądać?

Jest poniedziałkowy poranek. W piątek dzieci i nauczyciele wrócili z zielonej szkoły. Był to intensywny czas dla wszystkich, a jednocześnie i dzieci, i nauczyciele podsumowali wyjazd jako najlepszy i najfajniejszy! Było na nim sporo wyzwań, bo trzeba było się dogadywać w tylu kwestiach: kto z kim śpi w pokoju, kto z kim pływa w kajaku, kto pierwszy pójdzie pod prysznic, gdzie ostatni raz była widziana czerwona piłka… Nic niezwykłego – codzienność bycia we wspólnocie. Nauczyciele każdy konflikt traktowali z uważnością: nie decydowali sami, jak postąpić, bardziej zależało im na stworzeniu przestrzeni wzajemnego wysłuchania i znalezienia rozwiązania, które działa dla wszystkich stron.

Na zielonej szkole jedna z kłótni dotyczyła Marysi i Zuzi z piątej klasy. Marysia powiedziała Zuzi sekret, prosząc, by go nikomu nie zdradziła. Jednak Zuzia opowiedziała o nim koleżankom z pokoju. Marysia załamała się, było jej smutno, wstyd i chciała wyjechać. Po rozmowie moderowanej przez nauczycieli dziewczynki usłyszały wzajemnie swoje potrzeby i same wypracowały strategie opiekowania się nimi. Po tym zdarzeniu bardzo się do siebie zbliżyły. Razem wymyślały układ taneczny i przez następne dwa dni były nierozłączne, a nauczyciele uważnie obserwowali ich relację, mając na względzie wcześniejsze trudności w dogadywaniu się. W piątek w autokarze jedna z opiekunek usłyszała od Marysi, jak dobrze się bawiła. Głośno się śmiała, bawiła się z innymi dziewczynkami i zadeklarowała swoją obecność na zielonej szkole w przyszłym roku.

Jakież było zdziwienie nauczycieli, gdy w poniedziałek mama Marysi przyjechała jeszcze przed lekcjami do szkoły, by złożyć oficjalną skargę u dyrekcji na sytuację z zielonej szkoły. Była wzburzona, a spotkanie z panią dyrektor i nauczycielką zaczęła od słów:

— Nie zamierzam z paniami w ogóle rozmawiać! Chcę tylko powiedzieć, że moje dziecko więcej do tej szkoły nie przyjdzie! Dosyć tego! Czy panie wiedzą, jakich ja historii wysłuchałam w ten weekend?! Włos mi się na głowie jeży na myśl o tym, co się działo na tej zielonej szkole! Nie dopuszczę do tego, by moje dziecko spotykały takie rzeczy! To jest oburzające! Już ustaliłam z mężem, że Marysia tu więcej nie przyjdzie.

Zarówno pani dyrektor, jak i nauczycielka były zaskoczone i potrzebowały więcej jasności, o czym dokładnie mówi mama Marysi. Nauczycielka, która była na zielonej szkole, przypomniała sobie konflikt Marysi z Zuzią i pomyślała, że może tego dotyczy wypowiedz mamy Marysi.

Mama Marysi wielokrotnie powtarzała podniesionym głosem, jak bardzo jest oburzona. Na zmianę machała rękoma i stukała w blat stołu, w jej głosie było ogromne napięcie. Nauczycielka słuchała w milczeniu, rozważając, co tak bardzo ją wzburzyło. Intensywność jej wypowiedzi sugerowała, że mama dziewczynki występuje w obronie czegoś bardzo ważnego dla siebie. Poczucia bezpieczeństwa? Zaufania? Pewności, że dziecko jest pod dobrą opieką? Gdy po tej niezwykle gwałtownej wypowiedzi nastała chwila ciszy, wychowawczyni wzięła trzy głębokie oddechy i zapytała:

— Czy pani się tak zdenerwowała, bo usłyszała pani historię opowiedzianą przez Marysię o tym, że na wyjeździe spotkała ją krzywda i wielka przykrość, a chciałaby pani, by w takich momentach pani córka miała wsparcie i otaczana była troską?

Mama Marysi przestała machać rękoma i zwolnił jej oddech. Z uwagą spojrzała na nauczycielkę. Nauczycielka kontynuowała:

— Czy ma pani do nas żal i złości się pani, bo to dla pani bardzo ważne, by Marysia miała wsparcie dorosłych poza domem i podczas wyjazdów?

— Dokładnie tak! – potwierdziła mama Marysi.

Wypuściła powietrze, rozluźniła się i przestała nerwowo stukać w blat stołu. Nauczycielka mówiła dalej:

— Czy chciałaby pani mieć pewność, że kiedy wysyła z nami dziecko na kilkudniowy wyjazd, to ono będzie bezpieczne, zauważone i otoczone troską?

— Tak. Po tym, co usłyszałam od Marysi, włos mi się na głowie zjeżył.

— Dziękuję, że pani o tym mówi – odpowiedziała nauczycielka. – To dla mnie ważne.

Mama Marysi spojrzała ze zdziwieniem, ale nie przerwała nauczycielce.

— Proszę pani, ja byłam na tej zielonej szkole i zajmowałam się dziewczynkami, w tym Marysią i jej koleżankami. Czy chciałaby pani usłyszeć, jak ta historia wyglądała z mojej perspektywy?

Mama Marysi się zgodziła. Nauczycielka streściła wydarzenia: konflikt o dotrzymanie tajemnicy, sposób rozwiązania konfliktu, późniejsze wspólne tańce i zabawy dziewczynek i słowa Marysi, że chciałaby jeszcze zostać i na pewno pojedzie na następną zieloną szkołę. Na końcu dodała:

— Jestem bardzo zaskoczona tym, co pani powiedziała. Dziękuję, że przyszła pani porozmawiać. Może uda nam się wspólnie przyjrzeć tej sprawie i będzie miała pani więcej jasności i spokoju, a Marysia poczucie wsparcia i pomocy?

Mama Marysi odpowiedziała:

— Teraz też się cieszę, że tu jestem. Rzeczywiście widzę, że potrzebujemy wsparcia w tej sytuacji. Marysia inaczej nam opowiedziała o tym konflikcie i trochę się już w tym gubię.

— Czy chciałaby pani uzyskać więcej informacji lub spotkać się z innymi nauczycielami obecnymi na wyjeździe?

— Nie, chyba nie o to chodzi. Może pani mogłaby porozmawiać z Marysią i wyjaśnić z nią, co się wydarzyło?

— Oczywiście, z wielką chęcią. Wierzę, że uda nam się wyjaśnić tę sytuację, by i pani, i Marysia czuły się tutaj z nami bezpiecznie. Naprawdę nam na tym zależy. Może po tej rozmowie spotkamy się jeszcze raz i omówimy wątpliwości?

— Dobrze. Mam teraz więcej spokoju. To, jak pani ze mną rozmawia, przekonuje mnie, że warto spróbować. Dziękuję. Przywiozę do szkoły Marysię. Do zobaczenia.

Empatia zmienia nas, zmienia szkołę, zmienia świat

W efekcie tej i kolejnych rozmów Marysia została w szkole, a jej mama krok po kroku budowała z nauczycielką relację zaufania i otwartości we wspieraniu dziecka w rozwoju.

Usłyszenie potrzeb pomogło odejść od walki i spojrzeć na siebie nawzajem jak na ludzi: nieraz pogubionych, nieraz przestraszonych, ale na pewno chcących zadbać o dobro dziecka, jego bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne. Próba empatycznego zobaczenia rodzica w stanie, w jakim był – w złości, żalu, rozczarowaniu – pomogła utworzyć most do wzajemnego zrozumienia.

Taka rozmowa wymagała od nauczycielki wielu wewnętrznych zasobów i koncentracji, by nie potraktować słów rodzica jak ataku czy pretensji, tylko umieć dostrzec za nimi piękno – melodię serca – uniwersalne ludzkie potrzeby.

Porozumienie bez Przemocy jest podejściem, którego celem jest budowanie jakościowego kontaktu zarówno ze sobą, jak i z innymi. Jedną z najważniejszych dróg do tego kontaktu jest empatia – uważność i szacunek dla uczuć i potrzeb swoich własnych i innych osób.

W systemie edukacji, pełnym napięć, frustracji i niezrozumienia, bardzo potrzebujemy takich mostów. Budujmy je. To zupełnie realne.


Joanna Berendt – mediatorka i trenerka NVC. Jest też certyfikowanym coachem ICF i trenerką pozytywnej neuroplastyczności Ricka Hansona. Porozumieniem bez Przemocy zajmuje się od 2009 roku. Aktywnie działa na rzecz tworzenia systemów, relacji, przestrzeni w edukacji, zespołów w oparciu o dialog, wzajemny szacunek, zaufanie, współpracę oraz harmonijne wykorzystanie wewnętrznego potencjału jednostek. Marzy o świecie, w którym uwzględniane są potrzeby wszystkich.

Magda Stankiewicz – pedagog, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wspiera rodziców i nauczycieli w wyzwaniach związanych z wychowywaniem i towarzyszeniem dzieciom w rozwoju i dorastaniu. Praca w oparciu o Porozumienie bez Przemocy wciąż na nowo zaskakuje ją jakością kontaktu z drugim człowiekiem. I to jest naprawdę piękne.