Emigracja do rdzenności? Poproszę!

Okładka książki „Rdzenne” Nat Cardozo – portrety dzieci splecionych z naturą, projekt Wydawnictwa CoJaNaTo

Niby tylko książka dla dzieci opisująca dwadzieścia dwa ludy rdzenne, ale przy jej lekturze trudno nie poczuć frustracji – a nawet głębokiego wkurzenia – na to, jak nasza technologicznie nadrozwinięta kultura Zachodu zepchnęła do rowu i przejechała walcem większość wspólnych nam, żywym istotom, podstawowych potrzeb: wspólnoty, zdrowia, sensu, zintegrowania…

Dwadzieścia dwa (spośród tysięcy) rdzennych ludów świata. Dwadzieścia dwa sposoby życia, bycia w grupie i przetrwania. Wszystkie łączy kilka cech: żyją na Ziemi, nie zawłaszczając jej. Czują się odpowiedzialni za siebie nawzajem i za swoje plemię. W naturalny sposób, bez roztrząsania teorii ekologii, po prostu są częścią ekosystemu – a nie jego katem. I wreszcie: nikt z nich, NIKT, nie żyje według doktryny materializmu i maksymalizacji zysku. Za to normą jest traktowanie zasobów jako wspólnych.

Więc kto tu jest bardziej obskurancki?
Ludy rdzenne, które wierzą, że wszystko, co robimy, ma wpływ na to, jaki będzie świat za minutę, za sto lat?
Czy ludzie Zachodu, przekonani, że mogą eksploatować, niszczyć i zatruwać – a po nich choćby potop?

Kto jest bardziej zacofany społecznie?
Ludy rdzenne, w których każdy człowiek ma swoje miejsce w grupie, wnosząc swoje unikalne zdolności, gdzie nikt nikomu nie musi tłumaczyć, że zależymy od siebie wzajemnie?
Czy ludzie Zachodu, którzy o stosunkach społecznych piszą doktoraty i całe biblioteki, a mimo to wciąż nie potrafią pojąć – w sferze prywatnej, politycznej, ekonomicznej i każdej innej – że dobro i bezpieczeństwo wspólnoty składa się z dobra i bezpieczeństwa jednostek?

Kto wykazuje większą ciemnotę umysłową?
Ludy rdzenne, które czczą Naturę pod postacią drzew, zwierząt, Kosmosu i żywiołów?
Czy ludzie Zachodu, oddający cześć przedmiotom wyprodukowanym przez innych ludzi: zegarkom Patek, torbom Louis Vuitton, samochodom…?

Kto ma zdrowszy stosunek do zdrowia?
Ci, którzy potrafią w przyrodzie odnaleźć leki na swoje dolegliwości, kierując się zwierzęcą intuicją wobec ciała?
Czy ci, którzy nie potrafią rozpoznać podstawowych sygnałów zmęczenia, braku wsparcia i egzystencjalnego zagubienia?

W chwilach rozpaczy nad tą destrukcyjną, kapitalistyczno-techniczną kulturą, w której przyszło mi żyć, myślę, że chętnie oddałabym swój paszport za możliwość przeżycia reszty życia jako Mokenka albo Mosuo.

I niech mi nikt nie mówi, że „ludzie z Afryki uciekają do Europy”.
Uciekają ci, którym kolonializm – dawny i współczesny – zniszczył warunki życia.
Te ludy, które miały to szczęście, że nie mieszkają na złożach ropy ani w innych „atrakcyjnych” dla koncernów miejscach, i dlatego zostawiono je w spokoju – ani myślą emigrować.
Niestety, też raczej nie przyjmują migrantów z Europy.
A szkoda…

Blanka Łyszkowska

Tłumaczka książki „Rdzenne”, właścicielka wydawnictwa CoJaNaTo